Jeśli ktoś uważał, że serwisy typu Twitter to gadżety online’owe typu towarzyskiego, nie mające w zasadzie większego znaczenia w świecie mediów elektronicznych, był w sporym błędzie. Ostatnie dni pokazały rosnącą siłę Twittera, co zdaje się wskazywać na całkiem nowy trend w rozwoju mediów. Otóż to Twitter informował i relacjonował pierwsze dni niepokojów powyborczych w Teheranie, podczas gdy obiektywy kamer stacji tv kierowały się jeszcze w inną stroną. Nawet gdy władze w Teheranie zablokowały połączenia komórkowe, internet dalej działał i demonstrujący ludzie tweetowali ze swoich komórek. Wiadomości te błyskawicznie były przekazywane po całym systemie, aż wreszcie któraś z gazet internetowych opublikowała artykuł opatrzony prowokacyjnym tytułem: „Panowie z CNN, wiadomości o Iranie prosimy sprawdzać na Twitterze”.

Sprawa trafiła w końcu na czołówki wszystkich gazet gdy okazało się, że amerykański Departament Stanu prosił administratorów Twittera, o przesunięcie planowanej godzinnej konserwacyjne przerwy w dostępie do serwisu, która przypadkowo została zaplanowana w czasie, gdy na Bliskim Wschodzie była pora popołudnowa, a w Teheranie odbywały się manifestacje. Choć obie strony zaprzeczyły tym doniesieniom, to faktem jest, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom Twitter działał w tym czasie bez przerwy.
Przez wiele dni dyskusja #IranElection znajdowała się na pierwszym miejscu listy popularnych tematów (jest tam nawet do dzisiaj), odnotowując od 10 do 50.000 tweetów (postów) na ten temat na godzinę. Prawdziwy rekord padł jednak we wtorek 16 czerwca, kiedy Twitter zanotował 221,744 wiadomości pomiędzy godziną 12:00 a 13:00 w południe jednej ze stref czasowych w północnej Ameryce. Podobną skalę zjawiska zauważono w tzw. blogosferze. W ostatnich dniach opublikowano ponad 2 miliony wpisów w blogach na tematy związane z wyborami w Iranie i późniejszymi protestami, a w serwisie YouTube pojawiało się 3 tysiące filmów dziennie, kręconych amatorskimi kamerami i komórkami w Iranie.
Kiedy w końcu rząd irański zorientował się w sytuacji i zablokował dostęp do internetu, użytkownicy Twittera rozpoczęli nową akcję zbierania podpisów pod petycją do Google, aby ten uaktualniał na bieżąco satelitarne zdjęcia ulic Teheranu. Podpisy jeszcze są zbierane, ale w momencie pisania tego tekstu było już ich pod nią kilka tysięcy.
Dostałem wczoraj tweeta, który świetnie podsumowuje ten temat: Jeśli wybuchnie rewolucja, przetweetujemy ją…






Chyba każdy użytkownik Twittera zauważył, co się działo/dzieje i to, że tak naprawdę Twitter stał się głównym, szybkim i bezpośrednim medium, dzięki któremu świat dowiadywał się o tym, co się dzieje na biężąco. Ja osobiście najbardziej ubolewam nad tym, że polskie media nie informują nas na bieżąco o informacjach ze świata, skupiając się na taniej sensacji i bzdurach w kraju. Nie wspominam już o użyciu Twittera, którego świadomość w Polsce pewnie nie przekracza 1%… Pozostaje tylko informować i uświadamiać ludzi, może wtedy media przestaną karmić nas takim bullshitem, jak teraz…