O katastrofie samolotu prezydenckiego dowiedziałem się w trakcie szkolenia online, jakie prowadziłem w sobotni poranek. Informacja nie przyszła jednak z Blipa czy Twittera, ale od kogoś, kto oglądał rano telewizję. W relacjonowaniu tej tragedii media społecznościowe odegrały w sumie marginalną rolę: nie było relacji z miejsca zdarzenia na mikroblogach, co z pewnością miałoby miejsce w przypadku takiej katastrofy w innym miejscu świata. Dziennikarze ani celebryci w Polsce (poza kilkoma ogólnie znanymi wyjątkami) niestety nie używają Blipa ani Twittera, więc wiele osób słuchało relacji przez radio (w iTunes jest RMF FM) lub śledziło portal Gazeta.pl, który nadawał non-stop przekaz tv (własny lub jako retransmisję Polsat News).

I choć na stronie Kancelarii Prezydenta wczesnym popołudniem opublikowano wzruszające pożegnanie głowy Państwa, to 10 godzin po wypadku nadal nie było żadnej zmiany na profilu Prezydenta RP na Twitterze. Strona prezydent.pl była zresztą mocno oblężona i dostęp do niej był w sobotę mocno utrudniony.
Założona na szybko grupa R.I.P. Black Saturday 10.04.2010 grupa na Facebooku miała przed 19:00 już ponad 16 tysięcy członków.
Błyskawicznie powstał artykuł Katastrofa polskiego samolotu prezydenckiego w Smoleńsku w encyklopedii internetowej Wikipedia.
W sieci pojawiły się też zdjęcia robione przez osoby, które gromadziły się pod Pałacem Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Jedno z nich, autorstwa Dariusza Bresia zostało opublikowane przez portal TVN24.

Po południu gdy obudziła się Ameryka, Twitter zapełnił się kondolencjami. Sam na Facebooku zacząłem otrzymywać sporo wiadomości prywatnych i wpisów na tablicy od znajomych z zagranicy.

Aktualizacja: jedyną silnie emocjonalną relację ze Smoleńska prowadził na Twitterze poseł do Europarlamentu Adam Bielan, który towarzyszył Jarosławowi Kaczyńskiemu w podróży na miejsce śmierci Prezydenta.





